Daj głos, gdy rośnie nos

Daj głos, gdy rośnie nos

Obóz, strażnicy prowadzą na śmierć dwóch więźniów. Jeden przerażony, zaszczuty, prawie omdlewa z przerażenia, drugi idzie na luzaku, rączki w kieszeni i sobie pogwizduje. W końcu pierwszy nie wyrabia i wrzeszczy – „Człowieku! Jak ty tak możesz, przecież oni zaraz nas rozwalą! Koniec, po nas, zginiemy!” A drugi na to -”Eeeee tam, daj mi spokój. Ja się polityką nie interesuję”.

Wybaczcie ten – dość okrutny – dowcip, ale tak to, niestety, czasami wygląda. Wiele razy zdarzyło nam się słyszeć „niepotrzebnie mieszacie się w politykę”, „grajcie rocka, a nie się wtrącacie” itp. No to powiemy Wam, dlaczego czasem to robimy.

Bardzo często wydaje się nam, że realia, w których żyjemy, są ostateczne. Że reguły gry, w których wyrastamy, to mniej więcej stała, z lekkimi odbarwieniami w obie strony – ot, tak, żeby było ciekawiej. Wojny to są w książkach, złodzieje gdzieś na stronach gazet, przecież „normalni ludzie” nie pozwolą na to, żeby nagle cały ten system wywalił się do góry kołami. Nic bardziej błędnego.

Wystarczy dowolna lekcja historii, żeby przekonać się, jakie konsekwencje niosą ze sobą ignorancja i naiwność. Nasze dzieje to jedna, wielka rzeźnia mas ludzkich napuszczonych na siebie poprzez tzw. „szczytne cele” i wypadkową władzy oraz pieniędzy. I jakoś zawsze tak to wygląda, że „szczytne cele” są dla tych, co płacą, giną i cierpią, a władza i pieniądze dla tych, którzy te cele głoszą.

Dlatego uważamy, że czasem po prostu zabrać głos należy. Kiedy ktoś zaczyna uderzać w coraz bardziej nadęte tony, przywołując wzniosłe słowa i usprawiedliwiając nimi coraz bardziej radykalne postawy – należy mu się szczypior! I nie piszemy tu o żadnych, konkretnych barwach klubowych – bo my za nikim nie stoimy fanatycznie i ostatecznie. Zbyt wiele zawiedzionych nadziei i złamanych obietnic widzieliśmy, żeby mieć wiarę w tego jednego, jedynego „polityka – zbawcę”, który wszystko załatwi. To, proszę Państwa, należy do nas na bieżąco – to my musimy pilnować CAŁEJ klasy politycznej każdego dnia, reagować na skoki w bok zdrowego rozsądku i zaganiać kozę kijem do klatki, gdzie jej miejsce. Inaczej zeżre i zasra nam całe podwórko, bo taka jej natura.

„Nieinteresujesizm” jest bardzo wygodny, bo zwalnia z odpowiedzialności. Ot, damy władzę na 4 lata temu i ten czy ów nam zrobi lepiej. Coś tam obejrzymy, w końcu to trochę zawody, wszystko proste i jasne – „my super, tamci to złodzieje”. Ehe, jasne… Nie doglądany system psuje każdego, nawet największych ideowców. A brak reakcji „dołów” rozzuchwala… Niestety – chcemy mieć porządek na podwórku, to trzeba raz, wiedzieć gdzie, co i jak, dwa – regularnie doglądać zagrody, poletka, ogródka i patrzeć, czy się szkodniki nie zalęgły. Trudne zadanie, wymagające wysiłku – ale to jedyna droga. No i trzeba przestać mieć nadzieję, że stara, dobrze znana stonka może jednak przerzuci się z ziemniaków na coś innego. 🙂

Reasumując – oddajemy w Wasze ręce piosenkę „Pinokio”. Nie, nie jest to utwór o Vatim i nie jest stricte antypisowski. Myślicie, że jeśli obecni “kłamcy i złodzieje” zostaną zastąpieni inną ekipą, to z automatu zrobi się czysto i niepokalanie? A taki ch…! Stonka i Koza, Kochani, Stonka i Koza – pamiętajcie o tym niezależnie od tego, jaki sztandar powiewa w danej chwili na Wiejskiej.

Kawałek dedykujemy wszystkim tym politykom, i sprzymierzonym z nimi mediom, które bezczelnie i z premedytacją próbują nami kręcić. Nie oglądając się na szarych ludków, na ważniejsze problemy, na konsekwencje, które ich narracja przyniesie rzeczom o wiele ważniejszym niż ich małe cele. Pierwsza zwrotka dla Rządzących, druga dla Opozycji. „Pinokio” to uniwersalny szczypior dla całej kasty mąciwodów. Oczywiście – oddajemy Cesarzowi Kłamstwa co Cesarskie – ale wiele słów z tekstu sięga dużo głębiej niż ostatni rok i osiem gwiazdek. A co konkretnie o kim, to już wywnioskujcie sami. Macie przecież swój rozum i potraficie dostrzec bezczelne próby manipulacji Waszą opinią z wielu kierunków, prawda?

Nie chcemy robić tu z siebie jakichś wielkich rebelów, fak de system, aleśmy przeciw, łojezu. To szczery komentarz obywatela, nie próba lansu na bieżącym. Chcemy w prosty, jebitny, rock and rollowy sposób pokazać palcem, jakie pokłady bezczelności i kitu wciska nam się do ryja i dopycha nogą – i może uda się kogoś skłonić do krytyki i rewizji omamów, które zasnuły bardzo wiele umysłów.

Gdy wspomniana bezczelność przekracza wszystkie granice i zrywa tamę, wtedy już ryja na kłódkę trzymać nie będziemy. Nawet w imię świętego spokoju. Bo gdy widać, że ten święty spokój zaczyna niemiło wibrować i zmienia się powoli w tak zwane „ciekawe czasy”, może być za późno. A wtedy – chcemy, czy nie chcemy – to polityka na ostro zainteresuje się nami.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.

5 + thirteen =